Dzisiaj jest: 13.6.2024, imieniny: Antoniego, Gracji, Lucjana

Rękodzielnik z Misją - Zaprojektowane z Natury

Dodano: 9 miesięcy temu Czytane: 508 Autor:

Czas na kolejną odsłonę akcji „Rękodzielnik z Misją”. Tym razem o swojej pasji i misji opowie Marta z pracowni Zaprojektowane z Natury. Przygotujcie chusteczki! Będą potrzebne

Rękodzielnik z Misją - Zaprojektowane z Natury
Czytając zgłoszenia kandydatów do ostatniej odsłony „Rękodzielnika z Misją” odpowiedź Marty od razu zwróciła moją uwagę. Marta wypunktowała, że jej misyjność obejmuje aż 4 obszary! To dużo, a najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że obszary te łączą się ze sobą w piękną całość.

Zapraszam Was na bardzo szczere, osobiste i wzruszające wyznanie Marty. Dowiecie się jak tworzyć w zgodzie z naturą, jak mądrze swoim talentem wspierać akcje charytatywne, jak rękodzieło może podnieść skrzydła kobietom, które w siebie zwątpiły oraz dostaniecie odpowiedź na ważne pytanie: czy rękodzieło może być formą terapii dla zagubionej i samotnej duszy?


 
Akt 1: Tworzenie w zgodzie z naturą

Rękodzielnikiem jestem od wielu lat, ale w początkowym okresie moja twórczość z naturą nie miała wiele wspólnego. Zaczęłam od słodkich bukietów, później były bukiety ślubne z kwiatów Kanzashi. Kocham rękodzieło, ale nawet ono nie zagłuszyło uporczywie powracającej myśli, jakiegoś głosu, który szeptał, że to, co robię nie do końca jest zgodne ze mną. Miałam dziwne odczucie, że w moich pracach jest za dużo “sztuczności”, chociaż w tamtym okresie był duży popyt na rękodzieło, które tworzyłam.

Mijały lata, pojawiały się różne losowe sytuacji i przyszedł moment, że pożegnałam tamtą działalność. Zwyczajnie męczyło mnie to i nie sprawiało już żadnej przyjemności. Natury jednak nie oszukasz, ciągnęło wilka do lasu i tak w 2020 roku powstało “Zaprojektowane z Natury”, moje dziecko. Pracownia powstawała w dość trudnym dla wszystkich czasie, w czasie pandemii. Wiele biznesów się zamykał, a ja na przekór wszystkiemu postanowiłam działać. Zaczęłam od tworzenia drzew życia z chrobotkiem, a samo wyplatanie makramy przynosiło ukojenie. Pamiętam jak dodałam pierwsze drzewo na stronę i już po 5 minutach było sprzedane! Nie trzeba było długo czekać, jak posypaly się kolejne zamówienia. To mi dało pozytywnego kopa do działania. Widziałam jak ludzie pozamykani w domach potrzebują kojącej zieleni więc wprowadziłam do sprzedaży lasy w szkle (na tamtą chwile były to pierwsze w Polsce drzewka zrobione ze wspomnianego chrobotka).

Skąd to zamiłowanie do natury? Od dziecka mieszkam w małej urokliwej miejscowości, natura zawsze była bliska mojemu sercu. Podczas spacerów zbieram trawy i przeróżne rośliny, które później suszę i można je zobaczyć w mojej pracowni, a także w moich pracach.
To co robię jest moją pasją -  żyję w harmonii ze sobą i naturą .Dzięki naturze zbudowałam siebie na nowo, dbam o swoją przestrzeń i zdecydowanie łatwiej przychodzi mi tworzenie! Kocham ten proces kiedy w głowie powstaje niewyraźny zarys i nabiera kształtów. Dziś wiem, że jestem w dobrym miejscu, które sobie wymarzyłam, a do tego spotykam na swojej drodze cudownych ludzi, którzy dodają mi skrzydeł i dzięki nim w mojej pracowni dzieje się magia.

Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
 
 
Akt 2: Wspieranie akcji charytatywnych
Myślę że pomoc innym wynosi się z domu .Od kiedy sięgam pamięcią miałam wpajane żeby pomagać innym szczególnie słabszym i potrzebującym .
To jest temat, o którym nie bardzo lubię mówić ponieważ pomagam i wspieram akcje charytatywne z potrzeby serca, a nie dla poklasku. Mówienie o tym jest odbierane jako chwalenie się, a mi na tym nie zależy. Dlatego nie będę tego wątku rozwijać. Czynię to od wielu lat. Prowadząc swoją działalność otrzymuję mnóstwo wiadomości z prośbą o pomoc i na tyle ile jestem w stanie pomagam. Wspieram finansowo lub poprzez podarowanie jednej ze swoich prac na licytację.
Pomoc innym zawsze jest u mnie bezwarunkowa i czuję wdzięczność kiedy uda mi się pomóc, ale robię to po swojemu, po cichutku.

Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Może być zdjęciem przedstawiającym makrama, biżuteria i tekst „które podnoszą nas, kiedy Przyjaciele są jak ciche anioły, zapomniały jak latać. nasze skrzydła”
 

Akt 3: Wspieranie kobiet
Temat bardzo mi bliski. Można zapytać: “Co wspólnego ma rękodzieło ze wspieraniem?”. Bardzo dużo.
Jestem kobietą, prowadzę biznes oparty na kontaktach z kobietami. Spotykam ich na swojej zawodowej drodze mnóstwo. Niektore poznaję tylko online, część z nich spotykam u mnie w pracowni. Tworząc markę Zaprojektowane z Natury od początku wiedziałam, że to będzie coś więcej niż tylko sprzedaż, że będzie to biznes z duszą, pełen emocji.

Życie bywa trudne, sama o tym wiem bardzo dobrze. Odkąd zachorowałam każdy dzień jest wyzwaniem, bywa ciężko, ale koniec końców jestem wdzięczna, że odkryłam w sobie talent artystyczny i zwiększyła się moja wrażliwość. Kocham życie, cieszy mnie słońce, deszcz, śpiew ptaków, wszystko. Jestem bardziej uważna, więcej widzę i więcej czuję.

Każda z nas kobiet ma swoją historię często bolesną, trudną wręcz traumatyczną .Nie zawsze ma też komu się zwierzyć .Paradoks jest taki że zamawiając u mnie biżuterię, w której szukają wsparcia, znajdują też kogoś kto wysłucha, wesprze dobrym słowem. Często słyszę od moich cudownych Pań,  że wracają do mnie bo potrafię słuchać i nie chodzi tu tylko o dobór kamieni. Dla nich jestem prawdziwa, autentyczna i to czym się dzielę jest zawsze autentyczne.

Zawsze byłam człowiekiem wrażliwym, empatycznym i nie potrafię przejść obojętnie kiedy komuś jest źle. A czasami wystarczy podać pomocną dłoń, tak po prostu .To nic nie kosztuje, a może mieć bezcenny wpływ.
Jakiś czas temu na Facebooku zrobiłam akcję i wysyłałam bransoletki głównie kobietom, które miały ciężki czas. Ktoś może powie i co to za pomoc, komu to potrzebne? A jednak zwrotne wiadomości od tych osób były niesamowite! Cieszyły się, że ktoś obcy o nich pomyślał, docenił. Jedna z Pań wyznała, że ”Nigdy nie dostała prezentu i to było tak miłe zaskoczenie, że aż się popłakała”. Niestety ale są kobiety, które nigdy nie otrzymały wsparcia i to jest bardzo smutne .

Usłyszałam o sobie nawet takie porównaie „ jest Pani Aniołem”. A ja Aniołem nie jestem, po prostu traktuję ludzi tak, jak sama bym chciała być traktowana. Daję to, czego czasami sama nie otrzymałam. To jest podróz, moja podróż w której poprzez pomoc innym pomagam także sobie.

Przez jakiś do zamówień, które wysyłam dodawałam karteczki motywacyjne z dobrym słowem. Było to “na próbę”. Ale widzę, że chyba się spodobaly moim klientkom bo piszą do mnie: “Pani Marto, ale pani trafiła, akurat potrzebowałam tych słów”.

Często my kobiety będąc żonami, matkami zapominamy, że jesteśmy także kobietami, zapominamy o sobie. Wszystko i wszyscy są ważniejsi, a w momencie kiedy “upadamy” nie ma przy nas nikogo. Dlatego tak ważna jest równowaga, wspieranie samej siebie, sprawianie sobie małych przyjemności. My kobiety mamy w sobie ogromną siłę i musimy o tym pamiętać, że nawet jak Cię życie powali to wstaniesz, i obiecuję że będziesz jeszcze silniejsza niż przedtem!
 
Gdzieś tam w środku czuję że moją misją jest pomoc innym kobietom, nawet jeszcze nie potrafię tego sprecyzować, ale myślę że to co robię jest chyba dobrym początkiem. Pomaganie nadaje sens naszemu życiu.
Kończąc ten wątek dodam, że w planie mam kolejną akcję, która z pewnością sprawi że nie jedna osoba się uśmiechnie. I o to w życiu chodzi. Pomaganie i wsparcie jest sensem życia.
 
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
 Może być zdjęciem przedstawiającym tekst
 

Akt : Czy rękodzieło może być formą terapii dla zagubionej i smutnej duszy ?
Zaczynałam swoją przygodę z rękodziełem kiedy przyszła do mnie choroba. Z osoby której było wszędzie pełno, zawsze w biegu, bardzo towarzyskiej, musiałam się zatrzymać, zwolnić i żeby nie oszaleć z bezczynności i bezradności zaczęłam tworzyć. Jak wielkie było zaskoczenie że ja, która uważała się za beztalencie coś potrafi! Odkryłam w sobie artystyczną duszę. Co wymyśliłam to zaraz zrobiłam metodą prób i błędów. Ponad dekadę temu rękodzieło nie było tak popularne, dopiero raczkowało. Nie było więc filmików, tutoriali, trzeba było samemu próbować swoich sił. Odkryłam, że to wszystko przychodzi mi z łatwością! Bardzo mnie to przy tym uszczęśliwiało, tym bardziej że moje prace były chwalone, doceniane, a to dawało pozytywnego kopa do dalszego działania i rozwoju.

W tym miejscu przytoczę dość trudny dla mnie fragment z mojego życia, ale odpowie ono jednocześnie na pytanie czy rękodzieło może uleczyć zranioną duszę.
Dlaczego o tym wspominam? Żeby pokazać jak życie potrafi nas powalić, a mimo to możemy wstać silniejsze. I gdyby to miało pomóc chociaż jednej osobie, to warto! 

Był grudzień 2021 roku, trwała “Pandemia strachu” i wtedy też rozegrała się moja osobista tragedia - odejście mojej ukochanej babci, osoby tak bliskiej, tak kochanej, która była ze mną blisko czterdzieści lat. Czas żałoby był trudny, ale dopiero po kilku miesiącach kiedy nie musiałam udawać “tej silnej”, rozpadłam się na kawałeczki… Ścieło mnie tak, że nie miałam sił ani ochoty na nic. Nawet teraz pisząc to wracają te wszystkie trudne emocje. I myślę, że w pewnym stopniu też jest to rodzaj autoterapii.

Sięgnęłam dna, byłam bezsilna i prosiłam babcię żeby zabrała mnie do siebie bo nie miałam kompletnie sił. Wszystko mnie przerastało, nawet najprostsze czynności. Lęk który przejął nade mną kontrolę pozbawił mnie wszystkiego. Byłam wyczerpana psychicznie i fizycznie. Trwało to dość długo aż  nadszedł dzień (było to tuż przed moimi czterdziestymi urodzinami ) kiedy powiedziałam „dość!” Wiedziałam, że jeśli coś teraz nie zrobię to będzie koniec. 

Zebrałam siły, zaczęłam pracę nad sobą ,nad samorozwojem dzięki czemu akceptowałam to wszystko co się działo. Postawiłam na siebie, dałam sobie szansę. Pewnego dnia pojawił się na mojej drodze kurs litoterapii, a że nie wierzę w przypadki postanowiłam zrobić sobie urodzinowy prezent i przystąpiłam do kursu. Szybko okazało się, że to było coś czego potrzebowałam. Pochłonęła mnie nauka, zagłębiałam się w świat minerałów, kamieni naturalnych i tego jaki mają wpływ na człowieka i jego otoczenie. Zafascynowało mnie to na tyle że chciałam podążać tą drogą .Wymarzyłam sobie kolekcję bransoletek z kamieniami naturalnymi i sam pomysł dał mi taką energię do działania i do życia, że coś niesamowitego. Dostałam skrzydeł. W sierpniu 2022 roku puściłam w świat pierwszą kolekcję która została bardzo dobrze przyjęta, do dnia dzisiejszego stworzyłam setki bransoletek i naszyjników z minerałami.

I nie, nie powiem że to kamienie mnie uleczyły ,chociaż mój osobisty amulet noszę cały czas i wierzę że mnie wspiera i przypomina że mam w sobie ogromne pokłady sił o których często zapominam lub nawet nie jestem ich świadoma. Ale kamienie nadały mojemu  życiu nowego rozpędu, tak bardzo mi potrzebnego po ciężkich chwilach.
Przechodząc do sedna moim zdaniem rękodzieło może być i jest formą terapii zarówno dla osoby tworzącej jak i obdarowanej.
Kiedyś usłyszałam takie słowa “Wszystko co czyni się rękami ,czyni się sercem “ i ja się pod tym podpisuję.

Dziękuję za uwagę. Zainteresowanych moją twórczością odsyłam na mój Facebook Zaprojektowane z Natury

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
 
Źródło: zdjęcia: Zaprojektowane z Natury
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz Ukryj formularz
Captcha
Przepisz tekst widoczny na obrazku.